19/
06/2015
Oceń artykuł:
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek
ocena: 3,71 na 5 możliwych
na podstawie 7 głosujących osób.
Loading...

Ach ta Florencja !

Już za kilka dni najkrótsza noc w roku i początek kalendarzowego lata. Polakom ten moment kojarzy się z pewnością z pełnym romantyzmu puszczaniem wianków na rzece, ale gdyby ktoś szukał mocniejszych wrażeń, powinien w tym czasie zawitać do Florencji.

Święty Jan, czyli San Giovanni jest patronem toskańskiej stolicy i już od kilkuset lat z tej właśnie okazji w czerwcu organizowany jest wyjątkowy turniej piłkarski pomiędzy czterema historycznymi dzielnicami Florencji. Tradycja prawie tak stara jak samo miasto od lat przyciąga tysiące turystów, niemal jak sieneńskie palio. W tym roku zmagania drużyn, które zostaną rozegrane w pięknej scenerii na Piazza di Santa Croce będzie można śledzić przez trzy dni: 18 (sobota), 19 (niedziela) i 24 (piatek) czerwca, kiedy to rozegrany zostanie mecz finałowy. Zasady tej gry częściowo podobne są do tych z tradycyjnej piłki. Jednak to, co wyróżnia calcio storico to ilość zawodników, duża swoboda i przede wszystkim…. brak zasad. Najważniejsze to wygrać! Ma być spektakularnie, zatem wszystkie chwyty dozwolone. Drużyny występują w następujących barwach: azzurri (niebiescy) z Santa Croce, bianchi (biali) z Santo Spirito, rossi (czerwoni) z santa Maria Novella i verdi (zieloni) z San Giovanni. Zwycięzcy finałowego meczu, który jest hołdem jaki miasto składa swojemu patronowi otrzymują nagrodę główną, a jest nią jałówka rasy chianina.

 

Koniec czerwca to oczywiście nie jedyny moment, kiedy Florencja oferuje wyjątkowe widowiska. Warto zawitać tu wiosną, w Niedzielę Wielkanocną, kiedy na plac główny przed Duomo, w którym odprawiana jest najważniejsza msza w mieście woły wciągają carro scoppiante (wybuchający wóz). Na koniec nabożeństwa z ołtarza wypuszczana jest płonąca gołębica, która z głośnym świstem przelatuje po stalowej lince przez główną nawę, podpalając przedziwną machinę, a ta zaczyna strzelać, dymić i wypuszczać fajerwerki ku wielkiej radości tłumnie zebranych ludzi, przybywających na tę okazję z całego świata. Również i ta tradycja liczy sobie kilkaset lat.

 

Poza tymi najbardziej spektakularnymi Florencja ma dla nas też inne festy: majowa La Fiorita, lipcowa festa di Sant’Anna, sierpniowa festa di San Lorenzo, carro “matto” we wrześniu, festa della Toscana w listopadzie, przemarsz trzech króli w styczniu, karnawał czy majowe Trofeo Marzocco – zawody sbandieratori. Jednym słowem – zawsze jest dobry czas by odwiedzić serce Toskanii.

 

Prawie każdy turysta, który przybywa do Firenze po raz pierwszy czy drugi, łapie w garść przewodnik i zaczyna gonitwę, by zobaczyć jak najwięcej. Santa Maria del Fiore, Santa Maria Novella, Santa Croce, Ponte Vecchio, Palazzo Pitti …. i tak dalej. Choćby jednak człowiek nie wiem jak pędził, nie ma możliwości, by w kilka dni zobaczyć wszystko, tu sztuka i tradycja są co krok, a wielkie arcydzieła wychylają się z każdego zaułka. Ideałem byłoby móc pomieszkać tu przez jakiś czas, zaczerpnąć z tradycji i kultury, posmakować, posłuchać i… postarać się zrozumieć florentyńczyków. Do tego jednak trzeba zaznajomić się z florencką mową. Mieszkańcy tego wspaniałego miasta znani są z niewybrednego, dosadnego humoru i ciętego języka. Nieprawdopodobne jest bogactwo powiedzonek, słów i określeń. Nim zatem pojedziecie do stolicy Toskanii warto podszlifować język. Przytoczę Wam zatem kilka typowo florenckich powiedzonek i słówek, a z niektórymi z nich wiążą się ciekawe historie.

 

Dawno temu we Florencji, na miejscu obecnego placu Duomo przy via dell’Oriuolo mieszkała rodzina Bischeri. Kiedy powstał plan wybudowania katedry, rozpoczął się wykup ziem, na których miała stanąć świątynia. Rodzinie Bischeri zaproponowano godną cenę, ale ta odrzuciła propozycję. Jakiś czas potem dziwnym trafem wszystkie ich nieruchomości spłonęły tracąc oczywiście jakąkolwiek wartość. Stąd wzięło się określenie “bischero” – czyli głupek, kretyn, frajer, które wciąż pozostaje żywe.

 

“Avere la bottega aperta”, czyli mieć otwarty sklep w rzeczywistości z tymże nie ma nic wspólnego. To nic innego jak “mieć rozpięty rozporek”.

 

Niewinnie brzmiąca “fava” czyli bób, to we Florencji męskie przyrodzenie, bądź kolejne soczyste określenie osoby mało inteligentnej.

 

Nie powiemy we Florencji – szukać igły w stogu siana, ale “Cercare un cece in Duomo” – co znaczy szukać ziarnka ciecierzycy w Duomo.

 

W czasach, kiedy miasto otoczone było murami, wrota ze względow bezpieczeństwa zamykano o zachodzie słońca, spóźnialscy, aby być wpuszczeni, musieli ciskać kamieniami, by ktoś im otworzył, stąd narodziło się powiedzenie “Essere alle porte co’sassi” – czyli stać u drzwi z kamieniami, co oznacza – mieć do załatwienia pilną sprawę.

 

Być może ci z Was, którzy porozumiewają się po włosku, nieświadomi są tego, że niektóre ze słów, które znają są typowo toskańskie, jak choćby: babbo (tata), capo (głowa), ciccia (mięso) czy fiacca (zmęczenie). W innych częściach Włoch bardziej uniwersalnymi odpowiednikami tych słów będą kolejno: papa’, testa, carne czy stanchezza.

Poza ciekawostkami lingwistycznymi podzielę się z Wami też tymi historycznymi. Czy wiecie, że Księstwo Toskanii, było pierwszym na świecie, gdzie zniesiona została kara śmierci? Że 11 grudnia 1864 roku rząd ogłosił Florencję stolicą Włoch, a ta pozostała nią do 1871 roku? Że około połowy XIII wieku we Florencji było około 150 wież? Że Palazzo Vecchio powstało na miejscu amfiteatru rzymskiego, którego lata splendoru przypadają na V wiek i który to mógł pomieścić nawet 15.000 osób? Że fioletowe koszulki drużyny piłkarskiej Fiorentiny początkowo były biało czerwone, a obecny kolor jest wynikiem błędu praczki? Mogłabym wyliczać i wyliczać, ale na koniec jeszcze dwie ciekawe historie.

 

“Gallo nero”, czyli symbol Chianti, jak głosi legenda, narodził się już w czasach średniowiecza. O wejście w posiadanie tych terenów zaciekle walczyły między sobą Siena i Florencja. Aby jednak zakończyć tę niekończącą się, krwawą batalię postanowiono, że o administracyjnej przynależności Chianti do któregoś z tych miast zadecyduje nietypowa potyczka dwóch rycerzy. Każde z miast wystawiło swojego kandydata. Mieli oni wyruszyć – jeden z Florencji, drugi ze Sieny o świcie wraz z pierwszym pianiem koguta, a tam gdzie nastąpiłoby ich spotkanie miała być wyznaczona granica. Sieneńczycy swojego białego koguta karmili jak króla, mając nadzieję, że ten obudzi się wcześnie z głośnym “kukuryku”, co miało dać przewagę ich rycerzowi. Natomiast Florentyńczycy – wręcz przeciwnie – swojego kuraka niemal zagłodzili. Jaki był finał tego sporu? Czarny kogut we Florencji wyczerpany do granic możliwości z głodu zaczął piać jeszcze nim nastał dzień, podczas gdy biały kogut w Sienie spał snem sprawiedliwego. Obudzony w ten sposób jeździec dosiadł swego konia i galopem pomknął wyznaczoną trasą, uzyskując znaczną przewagę nad przeciwnikiem, w następstwie czego dziś większość terytorium Chianti należy do Florencji, a symbolem regionu jest właśnie Gallo Nero.

zd13 zd3

I na koniec anegdotka ze sztuką w roli głównej. Wróćmy jeszcze na chwilę do centrum Florencji. “Dawid” Michała Anioła – słyszał o nim każdy, nawet ten, kto w Italii nigdy nie był. Kiedy po trzech latach żmudnych prac artysta ukończył pracę nad swoim słynnym dziełem, usłyszał krytykę z ust Piero Soderini, jakoby figura miała zbyt długi nos. Michelangelo niewiele myśląc wziął ukradkiem w garść trochę marmurowego pyłu i udając, że dokonuje poprawek na twarzy Dawida, popuszczał ów pył z dłoni, przydając wiarygodności fałszywym poprawkom. Ukończywszy swoje sprytne zabiegi, zapytał osądzającego – “czy teraz jest dobrze?”. “Teraz jest doskonały” – miał odpowiedzieć Soderini.

 

O Florencji już książki całe napisano, fakty i mity zlewają się w jedno. Choć jak sami florentyńczycy twierdzą – to nie jest już to samo miasto, co kilkadziesiąt lat temu, że straciło na autentyczności, że turyści zagłuszyli lokalny folklor, to jednak trzeba przyznać, że i tak nie sposób Florencją się nie zachwycić. Sztuka, tradycja, język i doskonała kuchnia sprawią, że kto raz tu przyjedzie, będzie już zawsze Florencję nosił w sercu. Pamiętajcie tylko, że toskańska stolica najlepiej smakuje od nieznanej strony, trzeba ją zgłębić, odkryć, zrozumieć i pokochać.

zd2 zd1 zd11 unnamed-12

 

The following two tabs change content below.
Katarzyna Nowacka
Jestem dowodem na to, że wakacje w Toskanii zmieniają życie. Porzuciłam Warszawę i od dwóch lat mieszkam w małym miasteczku, w najmniej znanej części Toskanii, która stała się moją wielką miłością i inspiracją. O Italii i wszystkim co włoskie piszę każdego dnia.
Katarzyna Nowacka

Ostatnie wpisy Katarzyna Nowacka (zobacz wszystkie)

Twój komentarz

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.