03/
11/2014
Oceń artykuł:
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek
ocena: 5,00 na 5 możliwych
na podstawie 1 głosujących osób.
Loading...

Tym razem coś dla ducha

Jak wcześniej pisałam, uwielbiam grzybobrania. W zeszłym roku oprócz tego, że nasłuchałam się o konieczności wykupienia LICENCJI / zezwolenia na zbieranie grzybów, wielu niebezpieczeństwach grożących w toskańskich lasach (vipere, rospe, zanzare i oczywiście cacciatori), odbyłam kilka śmiałych wycieczek, które miały charakter raczej spacerowy.

Przyznaję, że zmieniłam zdani o tutejszej „pięknej złotej jesieni”. Prosząc Andrea (mojego partnera), aby jak już wróci w niedzielę ze SWOJEGO BICI, zawiózł mnie i Teodora (naszego młodego labradora) na spacer do lasu, gdzie mogę chociażby popatrzeć na grzyby (przyznając się, że mam ochotę nazbierać chociaż kilka grzybków, w 100 procentach nie byłoby żadnej wycieczki.)

o partnera), aby jak już wróci w niedzielę ze SWOJEGO BICI, zawiózł mnie i Teodora (naszego młodego labradora) na spacer do lasu, gdzie mogę chociażby popatrzeć na grzyby (przyznając się, że mam ochotę nazbierać chociaż kilka grzybków, w 100 procentach nie byłoby żadnej wycieczki.)

Tym sposobem chodziliśmy, raz, drugi raz, po zalesionych górach, wszystko było pięknie tylko…. zero znaku grzybów!!!!!!! Nasłuchałam się za to jak, gdzie, kiedy i z kim Andrea przemierzał te cudowne szlaki wraz z ekipą MTB….Wszystko bylo jasne – On nie wie gdzie posnął grzyby!!!!!!

W tym roku, dokładnie we wrześniu, odwiedziła mnie Moja Kochana Mama (podobnie niespokojny duch). Opowiedziałam jej świeżo podchwyconą historię o źródełku, zwanym zwyczajowo Dolcino, które znajduje się kilka kilometrów od Sieny.

Dowiedziałam się o nim od rodziców Andrei, którzy tylko i wyłącznie piją tę właśnie wodę z Dolcino, ponieważ już od dawna wśród tutejszych mieszkańców wiadomo, że ma ona właściwości lecznicze. (Wpływa rewelacyjnie na nerki).

Osobiście nie byłam tam jeszcze nigdy, gdyż „prawy pan szkiełko i oko” naśmiewa się z właściwości źródła, a sama nie miałam odwagi spacerować w lesie i szukać cudownego ujęcia wody.

Co innego w towarzystwie Mamy… Znając, mniej więcej okolice i trasę, razem z Teodorem postanowiłyśmy przekonać się o rewelacji wypływającej od wieków ze skały.

Kto pyta, nie błądzi, tak… przy pomocy pobliskich gospodarzy, po dwóch godzinach kręcenia się w kółko po okolicznych wsiach, w środku lasu odnalazłyśmy drewniany drogowskaz, w formie strzałki, z wyrytym napisem DOLCINO.

Samochód  zostawiłyśmy na rozdrożu polnym, gdyż PAN SZKIEŁKO…. uprzedził mnie, że droga do źródełka jest nieprzejezdna i prowadzi około 3 km wertepami przez las. Szłyśmy wolniutko, podziwiając przyrodę, urocze widoki….nagle, patrzymy, a na środku drogi, piękne dwa kozaki, za chwilę podgrzybki..wreszcie prawdziwek!!!!

Ukradkiem włożyłam cenne znaleziska do torebki wykrzykując w duchu:” Holender …..Ja wiedziałam, że w tych lasach muszą być grzyby !!!!!!!!!!!!!”.  W końcu dotarłyśmy do celu naszej wycieczki, miejsce dość tajemnicze, mroczne, wilgotne…Ze skały wypływa malutka stróżka wody…. NIESAMOWITE!!!!!

Chyba nawet bym nie zwróciła uwagi na to miejsce, gdyby nie dziwne stojące na środku polanki białe krzesełko i starszy pan nabierający  od dłuższego  czasu wodę do kanistrów. Czekając na swoją kolejkę zaczęłam wypytywać staruszka i jego towarzyszkę o właściwości tutejszej wody i same źródełko. Potwierdziły się informacje, iż mało kto wie o tym miejscu, że praktycznie przybywają tu tylko okoliczni mieszkańcy, ale  kto tylko spróbuje i pozna właściwości Dolcino, zawsze wraca  z ochotą.{Okoliczni mieszkańcy nie kupują wody w sklepach, mając takie cudo pod ręką }.

Woda leci dosłownie kropelkami…zrozumiałam po co to krzesełko. Kiedy napełniałyśmy nasze dwie pół litrowe butelki, kolejka oczekujących wzrosła o 5 niecierpliwców. W drodze powrotnej naśmiewając się z tubylców popijałyśmy de facto jedwabistą, lekką i rześką wodę.. Smak wyjątkowy, prawie lrzejszy od powietrza, nawet nie poczułam kiedy wypiłam 1,5 l !!!!!!!!

Faktycznie, właściwości zgadzały się z reakcją, non stop latałyśmy siusiu,a następnego dnia bolały nas strasznie nerki…podobno to dobrze. Mama pojechała, grzybki zjedzone z apetytem oczywiście Andera dowiedział się o wszystkim post factum, tak lepiej. Od tamtego czasu, co dwa dni, pod pretekstem spaceru po wodę wyciągam Andrę do Dolcino.

Idąc z psem, drogą, w ręku z siateczką, w której mam pustą buteleczkę na wodę nikt mnie nie będzie posądzał, że właśnie łamię prawo-tzn. zbieram grzyby. Nasze spacery popsuł troszkę, właśnie rozpoczęty sezon polowań. Okolice Dolcino nie są objęte rezerwatem, myśliwych można spotkać na każdym kroku…Po lesie rozlega się szczekanie psów i huki wystrzałów.

Nie jest to przyjemne uczucie, ale na to też znalazłam sposób, zaczęłam ubierać się w jaskrawe kolory i głośno krzyczeć, by w razie czego nie być wzięta za sarenkę lub dziczka. Wszystkie moje starania zostały nagrodzone podczas ostatniej z wyprawy, która była niezwykle interesująca. Przy zródełku,na sławnym krzesełku, siedziała Starsza Pani, która opowiedziała nam nie tylko o leczniczych właściwościach wody, ale rownież o magii tego miejsca, na przykładzie swojego doświadczenia.

Nieświadomie, opowiadanie Starszej Pani zainspirowało mnie, by w tym roku w okresie Halloween nie tylko wydziobać lampiony z dyń, ale i poznać bliżej tajemnicze miejsca w Toskanii, których historia jest nadal żywa dzięki duchom osób zżytych z danymi terenami…..

Tak, będę pisała o duchach w Toskanii.

Zacznę od Dolcino i historii Starszej Pani, która mieszka w małym Borgo oddalonym od zródełka o 2,3 km. Po wodę przychodzi tu od lat. Pewnej jesieni będąc przy źródełku, wraz ze swoją mamą czekała, aż woda napełni baniaki. Rozglądając się po okolicy za grzybami weszły na skarpę nad cudownym ujęciem. Nagle  mama Starszej Pani zamarła bez ruchu, zastygła, podobnie  wszystko dookoła niej w obrębie 3 m. Przerażona Starsza Pani zaczęła głośno wołać swoją mamę, która kompletnie nie reagowała.

W pewnym momencie, obok mamy pojawił się mężczyzna, ubrany na biało, o bardzo charakterystycznych zielonych oczach. Starsza Pani przyznała, że wyrazu twarzy i wzroku postaci nie zapomni do końca życia. Mężczyzna uciszył wrzeszczącą Starszą Panią i powiedział jej, że ma się nie bać, że powinna wykorzystać czas spędzony razem ze swoją mamą jak tylko potrafi najpiękniej ponieważ już niewiele im go zostało. Na koniec pogłaskawszy ją z uśmiechem wyszeptał,że tak jak był w momencie jej narodzin, tak i będzie blisko niej w każdej ważnej chwili, po czym zniknął.

W oka mgnieniu wszystko wróciło do normy, Starsza Pani usłyszała głos swojej mamy, która zdumiona pytała się o powód paniki i podniesiony ton, przecież stały prawie obok siebie. O zajściu Starsza Pani nie powiedziała nikomu, była zakłopotana, bała się, że nikt jej nie uwierzy. Po około roku, mama kobiety uległa tragicznemu wypadkowi. Jadąc z mężem do szpitala, na jednym ze skrzyżowań Starsza Pani dostrzegła  identycznego mężczyznę jak przy Dolcino…te same oczy, twarz i ubiór. ..Przypomniała sobie Jego słowa i zrozumiała, że pośpiech jest już zbędny…..

Wszystko to było bardzo dziwne i niezrozumiałe do momentu rozmowy z siostrą zmarłej mamy.Po usłyszeniu całej historii, opisie przekazu i wizerunku postaci z lasu Ciocia Starszej Pani nie mogła powstrzymać się od łez. Okazało się, iż tajemniczy mężczyzna to mąż cioci, który asystował przy narodzinach Starszej Pani, gdyż pracował w pobliskim szpitalu jako pielęgniarz, a kilka godzin po przyjściu na świat kobiety sam zmarł na atak serca.

Staruszka powiedziała nam, że to jej Anioł Stróż, a spotkała go właśnie przy Dolcino. Zachęciła nas, by przy kolejnych wizytach nad źródełkiem, popytać napotkanych ludzi o ich dziwne przygody związane z tym miejscem, a podobno jest ich niemało. Ludzie mówią, że to miejsce magiczne, oaza spokoju, gdzie dosłownie mówiąc czas staje w miejscu…..

Kolejną z historii

znałam od samego Andreii, dotyczy ona jednej z Villi w pobliżu Sieny, która wszystkim Seneńczykom jak miłośnikom zjawisk nadprzyrodzonych jest bardzo dobrze znana.

Villa Rondinella położona jest na szczycie wzgórza, u stóp którego znajduje się rownie tajemnicze miasteczko Buonconvento. Jadąc w stronę Pienzy, nie  sposób nie zauważyć majestatycznego domostwa w typowo toskańskim stylu, które okala cudowny ogród z dwoma olbrzymimi bramami wjazdowymi.Villa jest niezamieszkała, jej jedynym opiekunem jest stara kobieta spokrewniona z przodkami budowniczych  obiektu. Wielu uważa, iż dom ten śmiało można nazwać najsłynniejszym nawiedzonym obiektem w Toskanii. Przeprowadza się w nim wiele eskperymentow badawczych, niejednokrotnie, w różnych przedziałach czasu zarejestrowano ogromne ilości materiału potwierdzające istnienie niewyjaśnionych sił i zjawisk, w samej Villi jak i w jej otoczeniu.

Posiadłość w 1910r. wybudowana została przez Luigi Severio Ricci – na fasadzie budynku umieszczona jest w wielu miejscach literka R, co symbolizawć miało familię Ricci.

Luigi, który zakochany byl w tajemniczej damie, aby uhonorować  swoja oblubienicę postanowił stworzyć perfekcyjną ostoję dla ich wiecznej miłości. O postaci kobiety niestety nie zachowały się żadne informacje, nie znamy jej pochodzenia, imienia ani losu, jedynie dzięki Luigiemu Ricci możemy obejrzeć portret niewiasty, który po dzień dzisiejszy zwraca uwagę swym idealnym stanem, a umieszczony został tuż obok wejścia głównego do Villi. Luigi w ten sposób chciał uhonorować swoja najukochańszą. Niestety tuż po zakończeniu budowy zmarł i para nigdy nie zaznała szczęścia rodzinnego domostwa.                    Opowieści głoszą, że tajemnicza kochanka nadal przez wiele lat spotykała się w Villi z duchem Luigiego, i że to właśnie jej duch przepełniony wielkim żalem i tęsknotą zawładnął całą posiadłością i nie pozwala nikomu tam zamieszkać.

Już od czasów drugiej wojny światowej zaczęto odnotowywać dziwne zjawiska w otoczeniu, jak i w środku Villi. Podobno mało kto wytrzymał tam dwie noce, co jest bardzo dziwne, gdyż budynek mógłby być świetnym schronem dla ludności bombardowanego Buonconvento.

W środku, w różnych pomieszczeniach słychać kroki, hałasy, przedmioty same się przemieszczają lub znikają, nocami figury z fasady ożywają, a niekiedy słychać szum i gwar zabawy, biesiady -To ostatnie przypisywane jest właśnie okolicznym mieszkańcom, którzy aby ośmielić się i zagłuszyć dziwne hałasy, chroniąc się w Villi urządzali głośne zabawy.         Historia, która rozsławiła Villę przytrafiła się pewnemu kierowcy ciężarówki, który przemerzając o zmroku okolice zabrał ze sobą przydrożną autostopowiczkę.

W ramach wdzięczności kobieta zaprosiła dobrodusznego kierowcę na kawę do swojego domu. Pod koniec wizyty mężczyzna, chcąc odłożyć filiżankę na stół, przez przypadek potknął się i rozlał resztki napoju na kanapę. Oczywiście kobieta uspokoiła go, że nie ma się czym przejmować i pożegnała gościa.

O poranku kierowca postanowił podziękować damie za gościnność  lecz stanąwszy u bramy nie mógł uwierzyć własnym oczom… Villa była zamknięta na cztery spusty, drzwi zaryglowane, okiennice pozamykane, na bramie wejściowej zardzewiała kłódka.

Przerażony zadzwonił po policję, która po przybyciu na miejsce, wytłumaczyła, że w domu tym podobno doszło kiedyś do zabójstwa i od tego czasu stoi zamknięty i opuszczony. Kierowca nie dawał za wygraną, upierał się, że właśnie tu, wczoraj pił kawę z nieznajomą kobietą, i że nawet zabrudził przypadkowo kanapę. Dla świętego spokoju policjanci, odblokowali drzwi i wszyscy razem weszli do środka.

Dom był pusty, głuchy i ciemny, wszędzie pełno pajęczyn, a stół i dwie stojące na nim filiżanki po kawie pokrywała gruba warstwa kurzu.

Dla kierowcy wszystko to, było kompletnie niezrozumiałe jednak w raporcie policji przeczytać można, że opisana wcześniej plama po kawie, została odnaleziona i zidentyfikowana dokładnie w miejscu, które podał jeszcze przed wejściem na posesję autor zgłoszenia…..

Wiele jest jeszcze przekazów dotyczących tego miejsca, jednakże faktem jest, iż dom ten do dnia dzisiejszego jest niezamieszkały, a liczne trupy tv i badawcze potwierdzają ogromną ilość zjawisk paranormalnych. Ci, co mieli możliwość wejść do środka obiektu (Villa jest zamknięta dla publiczności), jednogłośnie potwierdzają, że już od samego progu przenikał ich dziwny, nieracjonalny strach, że dochodziły ich dziwne hałasy, których pochodzenia nie potrafili ustalić, a w ogrodach coś rzucało w nich bryłkami ziemi i kamykami, jakby umyślnie chciało ich odciągnąć od domostwa.

Liczne są również świadectwa kierowców przejeżdżających kolo Villi późnym wieczorem, jedni widzieli kobietę w sukni zamykającą na łańcuch bramę, inni zaś te samą zjawę powoli przymykającą okiennice…..

Czy ową strażniczką domu jest ukochana Ligiego, niewiadomo….ale warto, będąc w Toskanii przejechać się za dnia lub o zmroku koło Villi Rondinella, może wam tez przytrafi się coś ciekawego, kto wie….

Kolejne miejsce,

o którym chcę napisać to piękny zamek, położony 14 km od Sieny, w samym sercu Chianti.

Costello di Brolio jest moją ulubioną alternatywą na szybki wypad za miasto z Teodorem. Posiadłość od wieków przynależy do znanej rodziny Ricasoli, turystom udostępnia się jedynie dziedziniec z pięknymi ogrodami oraz muzeum Ricasoli i kryptę. Mnie zadowala sam spacer wokół murów, cudne widoki na rozległe winnice, wzgórza, lasy dają mi poczucie wolności i spokoju… Jednym słowem jest to miejsce gdzie można świetnie odpocząć.

Niekiedy mając więcej czasu, organizuję się wraz z przyjaciółmi  na Pranzo w kameralnej restauracji położonej w lesie u stóp zamku, przy samym początku wiekowego, cyprysowego traktu.

Wszyscy moi znajomi są amatorami dobrego jedzenia, pięknych widoków, wybornego wina i czworonożnych pupili, wiec nie ma problemu z obecnością Teodora.

Po pysznym obiedzie udajemy się na długi spacer, a schodząc w dół, w drodze  powrotnej robimy mały przystanek w podzamkowej kantynie di Brolio, aby w stylu włoskim pożegnać się lampką wyśmienitego wina zagryzioną kawałkiem pecorino. Wyżej wymienione pozytywy tego pięknego miejsca, to nie wszystko, gdyż Castello di Brolio to obiekt z bardzo interesującą historią.

Zbudowany został ponad dziesięć wieków temu, jego pierwotne korzenie sięgają czasów Longobardów. Od 1141 roku, po dzień dzisiejszy zamek przynależy do rodziny Ricasoli, a wszyscy jej członkowie chowani są w krypcie, którą możemy zwiedzić. Widok tabliczek o tym samym nazwisku, z wyrytymi datami lat życia, tak rozległymi na przestrzeni czasu robi ogromne wrażenie.

Ród Ricasoli jest bardzo znany w Toskanii, a zwłaszcza jeden z Baronów Ricasoli, który poprzez swoją siłę, inteligencję i mądrość wpisał się na stałe w historię Włoch. Losy zamku były bardzo burzliwe, wielokrotnie był on celem ataków, zarówno w wojnach domowych, zwłaszcza w konflikcie średniowiecznym pomiędzy Sieną, a  Florencją, jak i podczas dwóch wojen światowych.

Około 1800 roku  Baron Bettino Ricasoli {główny bohater naszej opowieści} nadał strukturze wyrazisty, średniowieczny wygląd, zachowany po dzień dzisiejszy. Okalające zamkowe zbocza winnice produkują jedno z najsłynniejszych i najlepszych win Chianti Clasico DOC, którego recepta stworzona została przez Barona Bettino Ricasoli.

W napływie geniuszu postanowił on zmieszać trzy odmiany, odpowiednio dobranych winogron/ tworząc pierwszą oficjalną formułę Chianti obowiązująca dla całego regionu, aż do 1967r. { niestety poprzez oszustwo wynikające z chciwości  rodziny Ricasoli, odebrano ich winom godny przydomek, nadając go honorowo kantynie Il Gallo}.

Baron Bettino Ricasoli dzięki swojej silnej osobowości i predyspozycjom politycznym w XVIIw odegrał kluczową rolę w zjednoczeniu Italii i godnie pełnił funkcję Sindaco di Firenze, od tego czasu zaczęto nazywać go Baronem z Żelaza.

Nic dziwnego więc, że Bohater nasz będąc tak bardzo zżyty ze swoją ziemią, winnicami i ukochanym zamkiem nadal jest stałym Rezydentem Castello di Brolio.

Po dzień dzisiejszy, podczas pełni księżyca spotkać można dumnego ducha jak przemierza dziedziniec na swoim ukochanym białym koniu. Baron objeżdża całą swoją posiadłość, po czym przenika przez mur i spacerem poprzez winnicę udaje się w stronę kantyny. Ciekawostką jest to, że w okresie jesiennych polowań zjawa widywana jest również w towarzystwie kilku wiernych psów łowczych.

Pomimo, iż w zamku  nikt nie mieszka, a wpuszczane do komnat są tylko ekipy tv i badawcze, wielu turystów, przechodnich jak i okolicznych mieszkańców, niejednokrotnie opowiadało o dziwnych hałasach  dobiegających z wnętrza murów i o postaci z pochodnią w dłoni, która przechadza się od okna do okna. Istnieją  udokumentowane zdjęcia i nagrania tych niesamowitych zdarzeń.

Według rodziny Ricasoli to ich najsłynniejszy przodek nadal daje znać, że trzyma wszystko pod swoim bacznym okiem i pilnuje spadkobierców swego bogactwa, aby więcej nikt  nie ośmielił się zbyć lub zniszczyć posiadłości.

Między innymi dlatego też,  rodzina zdecydowała się na zamknięcie prywatnych komnat dla zwiedzających.

Sprzątający regularnie domostwo żalą się jednak, że ilekroć wchodzą do prywatnej sypialni Barona z Żelaza, zastają jego łoże kompletnie nieposłane, a na dodatek ciepłe/ dokładnie tak, jakby dopiero co ktoś z niego wstał.

Czy po tylu świadectwach i faktach nadal można mówić o legendzie Castello di Brolio?…Nie wiem, ale pewna jestem, że Baron Ricasoli nadal rezyduje w zamku i bacznie strzeże okolic……Z pełnią księżyca związana jest również historia jednej z twierdz w okolicach Poggibonsi, która podobnie jak Castello di Brolio posiada wierną strażniczkę, a jest nią Złota Wilczyca.

Biedna dusza zwierzęcia związana została z Castello Strozzavolpe przez egoistycznego projektanta i budowniczego zamku Bonifazio Duca e Marcheze di Toscana, który upodobał sobie leśne wzgórze na miejsce swojej twierdzy.

Hrabia ignorował ciągle  zmagania o zaprzestanie budowy, mieszkającej tam starej wilczycy. Zwierzę przez kilka lat nie dawało za wygraną, czym zirytowało dziedzica, który wyznaczył nagrodę za jej pojmanie. Złapana wilczyca została uwiązana w lochu, zadowolony Bonifazio mógł czuć się  Panem na swoich włościach i dokończyć budowę  wymarzonej opery.

Radość nie trwała długo, gdyż podczas wizyty u nadwornego maga, dowiedział się, iż jego entuzjazm i pociecha z nowej włości zniknie razem ze śmiercią wilczycy. Myślał, myślał, aż wymyślił……, aby ochronić zamek, Hrabia postanowił przechytrzyć przeznaczenie i zabalsamować bestię, a do jej gardła wlać tyle ciekłego złota, ile tylko ciało zdoła pomieścić. Plan wykonano, bojąc się jednak złodziejaszków,  Bonifazio zamurował swój cenny skarb wraz z trzema strażnikami, gdzieś głęboko w fundamentach. Do dnia dzisiejszego nikt nie odnalazł cudownego zwierzęcia. Podobno jeden z robotników pracujących przy restaurowaniu Castello Strozzavolpe, kopiąc na dnie fosy natknął się na szkielety strażników, nie zdążył jednak wskazać miejsca swoim zwierzchnikom, gdyż biegnąc w stronę capanny robotniczej z oplątany został przez węże, które pojawiły się nie wiadomo  skąd. Okoliczni mieszkańcy wierzą, że ludzie prawi i szczerzy, w nocy o pełni księżyca mogą zobaczyć spacerującą po dnie fosy i okolicznych lasach Złotą Wilczycę.

Coraz bardziej wnikając w temat zjawisk paranormalnych Toskanii, które przeplatają się z historią, legendami i lokalnymi wierzeniami odkryłam, iż tereny te, to swoista Puszka Pandory Italii. Wystarczy zatrzymać się w barze lub restauracji, a nawet przy przypadkowo napotkanym mieszkańcu którejkolwiek z tutejszych wsi i poprosić, aby opowiedział i wskazał  miejsca zamieszkałe przez dobre bądź złe duch.

Szybko przekonacie się jak nie tylko piękna, ale i tajemnicza potrafi być Toskania……

P.S.

Zimą zachęcam do wizyty w opuszczonym Monastero di Coltibuono, w dniu 19 stycznia można uczestniczyć w święcie partona rezydujących w nim niegdyś mnichów. Podobno właśnie w tym dniu duchy braci gromadzą się w ruinach i krążąc po okolicach i klasztorze modląc się do zwierzchnika. Wielu ludzi mówi, że echo cudownych chorałów rozlega się kilometrami po tutejszych lasach. Czy to prawda, nie wiem, ale w styczniu na pewno tam pojadę… kto wie może się spotkamy!!

Dla serwisu wakacje w Toskanii.pl, artykuł napisała Małgosia Gajkiewicz

The following two tabs change content below.

ewa

Wakacje w Toskanii.pl założyłam po to by połączyć moją miłość do Toskanii z pasją do promowania włoskiej kultury.

Twój komentarz

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.