21/
10/2014
Oceń artykuł:
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek
ocena: 4,50 na 5 możliwych
na podstawie 2 głosujących osób.
Loading...

Turysta na celowniku

Kocham Włochy. Mieszkam tu wystarczająco długo by uważać, że to moja druga ojczyzna. Wspaniałe krajobrazy, sztuka, zabytki, la vita è bella! Jednak nie wszystko jest tu perfekcyjne. Niektóre sprawy rażą mnie i nie mogę się z nimi pogodzić. Dwadzieścia pięć lat temu, kiedy przyjeżdżałam tu jako turystka, na niektóre sprawy przymykałam oko. Nie potrafiłam się bronić, gdyż nie mówiłam po włosku. Nie wracałam się do sklepu czy do stoiska na targu, by wyjaśniać dlaczego zapłaciłam więcej czy dlaczego dostałam inny towar niż ten co widziałam w witrynie. Czasy się zmieniły. Od szesnastu lat mieszkam tu na stałe i dobrze radzę sobie z językiem (skończyłam filologię włoską). Początkowo nadal przymykałam oko na pewne sprawy. Machałam ręką i szłam dalej. W głębi duszy byłam wściekła. Jednak od pewnego czasu zmieniłam się. To sami Włosi nauczyli mnie, by walczyć o swoje prawa i dociekać prawdy. Oni nie dadzą sobie “w kaszę dmuchać”. Jeśli coś jest nie tak, to od razu alarmują (czytaj: podnoszą głos). Ja głosu nie podnoszę, ale o swoje walczę. Poniżej chciałabym przytoczyć kilka sytuacji, z którymi możecie spotkać się we Włoszech, w tym również w Toskanii, a na które (moim zdaniem) nie należy przymykać oka.

Klienci muszą mieć zawsze otwarte oczy i uszy. Włoskiego klienta trudniej “oszukać”, gdyż włada językiem, a jak potrzeba to i dialektem. Handlowcy „próbują” z osobami starszymi, które do tej pory nie przestawiły się na płatności w euro. Anziani pozostali w epoce lira i tak naprawdę to kompletnie nie orientują się ile coś kosztuje, ile mają wyjąć pieniędzy z portmonetki, a co gorsze: ile mają dostać reszty. Nagminnie obserwujemy takie sytuacje: starsza osoba wyciąga portfel z torebki, wysypuje pieniądze na dłoń i karze ekspedientce pobrać należną kwotę. Druga sytuacja wiąże się z wydawaniem reszty. Starsze osoby biorą pieniądze do ręki i wkładają je do portfela lub do kieszeni. Zdażają się nieuczciwi sprzedawcy, którzy zawsze wydadzą mniej reszty. W więkoszości przypadków chodzi o drobne kwoty (kilka, kilkadziesiąt centów euro). Czasem jednak mogą źle wydać również papierkowe pieniądze. Przyłapani na gorącym uczynku będą tłumaczyć że dostali od nas np. 20 euro, a nie 50… To wtedy my będziemy musieli im udowodnić, że banknot był o większym nominale. W kwestii wydawania reszty uczulam, by sprawdzać pieniądze które dostaliśmy od sprzedawcy. We Włoszech krąży jeszcze moneta 500 lirowa lub inne zagraniczne waluty, które bardzo przypominają 2 euro. Sprzedawcy mają sokoli wzrok i nie dadzą się nabrać. Natomiast my wkładamy resztę do portfela i możemy się zdziwić jeśli znajdziemy w nim monetę, której dawno się nie używa lub obowiązuje w innym kraju. Od jakiegoś czasu w obiegu znajdują się dwa banknoty o nominale 5 i 10 euro. Ten stary wymieniany jest na nowy. Minie trochę czasu, aż w obiegu znajdą się tylko te nowe. Dlatego proszę nie zdziwić się jeśli staniecie się posiadaczami dwóch rożnych banknotów o tym samym nominale. Nie zostaliście oszukani. W kwestii banknotów ważne jest również to, by były nieporwane lub sklejone przezroczystą taśmą. Jeśli dostaniecie resztę w takim właśnie stanie to od razu poproście o wymianę, gdyż potem będziecie mieli problem z ich wydaniem. Nikt ich nie chce przyjąć tłumacząc, że w banku nie są akceptowane zniszczone banknoty.

Pozostając przy temacie kupowania: musimy zwracać szczególną uwagę na ceny, które widnieją pod produktami oraz ceny, które wbija kasjerka na kasę. Sytuacja ta dotyczy supermarketów. Jeśli mamy jakaś wątpliwość, to powiedzmy o tym kasjerce, a ona zadzwoni po kogoś, by sprawdził cenę. Jeśli sprawę wolimy załatwić po opłaceniu rachunku, to udajmy się do punktu informacyjnego i poprośmy o zweryfikowanie cen. Różnica będzie nam natychmiast zwrócona.

Największe prawdopodobieństwo, że zostaniemy wprowadzeni w błąd, ma miejsce w dużych miastach turystycznych. Moim zdaniem sklepikarze wychodzą z założenia, że na turyście trzeba maksymalnie zarobić. A to wspaniały rodzaj klienta, gdyż pojawia się w mieście tylko w danej chwili i prawdopodobnie albo tu już nie wróci, albo wróci za kilka (kilkanaście) lat. Nie będzie dochodził swojego, bo w momencie kiedy się zorientuje, to będzie juó z grupą zwiedzających po drugiej stronie miasta, albo będzie siedział w autokarze w drodze do innego miasta. Ostatnio stałam w kolejce w barze w samym centrum Pizy. Przede mna Japonka kupowała na wynos dwie kanapki. Pan nabił jej rachunek wyższy o 0,20 euro. Zastanowiło mnie jego zachowanie i czekałam jak zachowa się przy moim zamówieniu. Również poprosiłam na wynos dwie kanapki, lecz za 2,50 euro. Barman nabił na kasie 5,20 euro. Spytałam dlaczego. A on objaśnił, że kanapki włożył w dwie papierowe torebki, każdą za 0,10 euro. Wyraziłam swoje oburzenie, bo jest to wprowadzanie w błąd kilientów, którzy w więkoszości przypadków są turystami. W barze, w widocznym miejscu powinna wisieć informacja o tym, że za opakowanie pobierana jest dodatkowa opłata. Barman powinien też każdego o tym poinformować. Pan powiedział, że przecież w supermarketach też pobierana jest opłata za opakowania. Chodzi jednak o duże plastikowe torby i zawsze klient zostaje zapytany, czy ową torebkę sobie życzy. W przypadku baru Rosemary z Pizy chodzi o dodatkowe, nieuczciwe zarabianie na kliencie, który w większości przypadków nie potrafi się obronić, gdyż nie włada językiem włoskim.

Kolejna barowa sytuacja dotyczy konsumpcji przy barze lub przy stoliku. W dużych, turystycznych miastach cena ulega zmianie. W małych miasteczkach nie spotkałam się z tym zwyczajem. W widocznym miejscu powinna wisieć informacja o tym, że konsumpcja przy stole będzie kosztować więcej. Czasem na samych stolikach stoją tabliczki z informacją. Jeśli kawę wypijemy przy barze, to zapłacimy mniej niż zasiądziemy do stolika. Często do kawy zamawiamy również coś słodkiego lub solnego. Wskazujemy barmanowi ciasto lub kanapkę w witrynie. Czasem zdarza się, że dostaniemy ciastko z pod spodu lub kanapek czy schiacciatę, która jest spalona/przypieczona i leżła obok tej naszej, którą wskazaliśmy sprzedawcy. Śmiało możemy zwrócić uwagę i poprosić o wymianę.

Kolejny akapit poświęcę kupowaniu lodów. We Włoszech lody nakładane są szpatułką, nie podawane są na kulki. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by prosić sprzedawcę o ileś kulek lodów. Następnie wymieniamy wybrany przez nas smaki. Natomiast we Włoszech zamiast ilości smaków należy podawać cenę, za którą chcemy zjeść loda. Jednym słowem: podchodząc do kasy prosimy o loda za 1,5 euro, 2 euro itd. Spytajmy się, ile smaków będziemy mogli wybrać za daną cenę. Zazwyczaj za najniższą kwotę będziemy mogli wziąść najwyżej dwa smaki. Pamiętajmy, by nie prosić o loda o dwóch czy trzech smakach. Nieuczciwy sprzedawca nałoży nam loda o gigantycznych wymiarach, którego nie będziemy w stanie skończyć. Oczywiście słono za niego zapłacimy. Pewnego razu, kiedy do Włoch przyjeżdżałam na wakacje, wybrałam się z mamą do jednej z florenckich lodziarni. Poprosiłyśmy o loda w dwóch smakach. Sprzedawca wręczył nam ogromnego loda oraz zainkasował 16.000 lirów (około 32 złotych). Na koniec jeszcze jedna kwestia: jeśli chcemy, to na lody sprzedawca może nałożyć bitą śmietanę. Wiąże się to oczywiście z dodatkową opłatą. Niedawno w Lukce otworzyli lodziarnie “samoobsługową”. Pobieramy pojemniczki i sami wlewamy sobie lody z maszyny. Następnie dochodzimy do kasy, pani /pan lody waży i mówi nam ich cenę.

Pozostając w temacie jedzenia chciałam napisać, że we włoskich restauracjach, pizzeriach, osteriach czy trattoriach płaci się tzw.coperto. Chodzi o opłatę za tzw. nakrycie, w skład którego wchodzą między innymi sztućce, serwetki itd. Nie zdziwmy się więc, jeśli rachunek będzie wyższy niz przewidywaliśmy (sumując same spożyte dania czy wypite napoje, wino, likiery itd). Coperto wynosi średnio 1,5 – 2 euro za 1 osobę. Małe dzieci (mniej więcej do czasu, kiedy same nie siedzą, nie chodzą) nie płacą za coperto. W momencie kiedy dziecko potrafi samodzielnie zasiąść przy stole automatycznie coperto zostaje pobrane również i za nie.

W sklepach z odzieżą, bielizną, obuwiem czy kosmetykami możemy spotkać się z bardzo “nachalnymi” ekspedientkami (ta kwestia oczywiście nie dotyczy samych Włoch). Zauważam, że dzieje się tak przede wszystkim w tzw.sieciówkach. Ekspedientka za wszelką cenę chce coś nam sprzedać. Jakiś czas temu weszłam do sklepu z kostiumami kąpielowymi. Zapytałam czy jest mój rozmiar. Pani oczywiście przytaknęła i poszła szukać go w szufladzie. Po chwili wróciła z kostiumem. Być może liczyła, że kupię bez mierzenia. Myliła się. Kiedy weszłam do przymierzalni zorientowałam się, że podala mi nie ten rozmiar o który prosiłam. Wróciłam więc i poinformowałam o tym. A ona na to, że mojego rozmiaru nie ma, ale że ten i tak będzie dobry. Kolejny przykład, by na wszystko zwracać uwagę. To samo tyczy się przecen lub promocji z serii: weź trzy, a zaplacisz za dwa. Nie zawsze cena na danym przedmiocie będzie odpowiadać cenie, którą przy płaceniu przedstawi nam kasjerka.

Wyjeżdżając do Włoch należy zwracać również uwagę na sposób parkowania. Wyróżniamy trzy kolory linii, które wyznaczaj miejsca parkingowe:

  1. kolor zółty przeznaczony dla rezydentów, osób niepełnosprawnych czy samochodów typu: karetki pogotowia, straż miejska, policja itd.
  2. kolor niebieski: parking za opłatą lub na określony czas z tzw. disco orario (na przedniej szybie we włoskich samochodach znajdują się papierowe “zegary”, należy nastawić godzinę przyjazdu, dzięki czemu sprawdzający będzie wiedział ile czasu stoimy na danym miejscu parkingowym). Parking czasowy dotyczy krótkich postojów: 15 minutowych, 30 minutowych lub co najwyżej 1-godzinnych. Jeśli nie posiadamy papierowego “zegara”, to napiszmy na kartce godzinę przyjazdu (np. ore arrivo: 16.30) i połóżmy ją na desce rozdzielczej, w widocznym miejscu. Natomiast za parking płatny zapłacimy w parkometrach. Miejskie parkometry przyjmują tylko monety. Czasem wyznaczają limit parkowania. Czyli, że np. możemy uiścić opłatę za maksimum 2, 4 czy 6 godziny. Przeważnie parkometry na lotniskach czy przy szpitalach przyjmują również banknoty oraz karty płatnicze.
  3. kolor biały: bezpłatny parking dla wszystkich. Ostatnio we Włoszech jest coraz mniej takich miejsc parkingowych.

Poruszając się autem musimy zwracać szczególną uwagę na strefy miejskie. Wystarczy mała nieuwaga i możemy znaleźć się w ZTL, czyli w strefie ograniczonego ruchu. W małych miasteczkach nie stanie się nic jeśli tam wjedziemy. Starajmy się tylko jak najszybciej zawrócić. W większych miasteczkach i miastach przy wjeździe na ZTL zainstalowane są telekamery, które zrobią nam zdjęcie. Po kilku miesiącach przyjdzie do nas mandat z zaliczonym zdjęciem zrobionym przez telekamerę.

W określony dzień tygodnia odbywa się sprzątanie poszczególnych czesci miasta. Należy więc zwracać uwagę na znaki, które informują nas o dniu i godzinie, podczas której nie możemy parkować w danej strefie. Jeśli przeoczymy ten fakt straże miejskie wystawią nam mandat, który włożą za wycieraczkę. To samo tyczy się znaków, które informują o dniu, w którym w mieście odbywa się targ. Jeśli samochody będzie przeszkadzał w ustawieniu stoisk, to służby miejskie wystawią mandat, włożą go za wycieraczkę oraz wezwą firmę, która zajmuje się odholowywaniem aut. Dodatkowo więc będziemy musieli zapłacić za tę usługę, a co najgorsze nie będzie nam łatwo ustalić, gdzie nasz samochody został przetransportowany. W miastach, w których coraz trudniej ze znalezieniem miejsca parkingowego, na obrzeżach miasta wybudowano duże parkingi. Chodzi o tzw. park&bus, czyli parkujemy i dojeżdżamy do centrum miejskim autobusikiem. Na przykład w Pistoi znajdują się takie trzy duże parkingi. Są bezpłatne. Do dwóch z nich dojeżdża autobusik. Jeśli chcemy z niego skorzystać, to w parkometrze wykupujemy bilet (obecnie za 0,90 euro). Myślę, że jest to dobre rozwiązanie, szczególnie dla turystów oraz osób, które pracują w centrum miasta. Nie muszą one jeździć w poszukiwaniu niebieskiej strefy parkingowej, na której postój kosztuje minimum 1,5 euro (w dużych miastach turystycznych 2 euro) za godzinę. Dodatkowo najbliżej centrum historycznego (mowa o Pistoi) parkometr przyjmuje tylko opłatę za dwie godziny postoju. Ostatnio przyjechali czytelnicy moich książem, by spotkać się ze mną w centrum miasta. Co chwilę patrzyli na zegarek, gdyż zaparkowali w strefie 2-godzinnego postoju i musieli iść przedłużać swój pobyt. Na koniec jeszcze jedna informacja o parkometrach: czasami nie pobierają opłat w niedziele, swieta oraz np. w sierpniu. Należy dokładnie wczytać się w informacje umieszczone na parkometrze. Zazwyczaj napisy są w dwóch językach: po włosku oraz angielsku. Jeśli nie mamy pewności co do prawidłowego parkowania, spytajmy się o reguły mieszkańca danego miasta. Lepiej upewnić się niż potem płacić wysokie mandaty.

Przykłady zachowań i sytuacji przytoczonych w powyższym artykule mają na celu uświadomienie turysty, żeby być uważnym. Historie związane z kupowaniem i nieuczciwymi sprzedawcami występują przede wszystkim w bardzo dużych miastach turystycznych. Czasem wykorzystywany jest nasz pośpiech (jesteśmy na zorganizowanej wycieczce i mamy tylko 20 minut wolnego czasu na zakupy), chaos panujący w danym miejscu (kolejka w barze, tłum na targu itd.). Nie pozwólmy, by nieuczciwy sprzedawca zainkasował od nas więcej pieniędzy. Dociekajmy swojego, a dzięki temu tacy sprzedawcy zrezygnują ze swoich złych nawyków.

The following two tabs change content below.

Tomek (obsługa)

Ostatnie wpisy Tomek (obsługa) (zobacz wszystkie)

Twój komentarz

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.